O autorze
Rocznik 1979, warszawiak. Z pasji i z wykształcenia jestem dziennikarzem i używam wielu środków, by uchwycić magię wciąż zmieniającego się krajobrazu Państwa Środka. Piszę, fotografuję, filmuję.

W Polsce wiele lat pracowałem jako fotograf prasowy, publikowałem w większości znaczących tytułów (zdjęcia reporterskie oraz artykuły o Chinach). Moje publikacje dotyczące Chin ukazywały się m.in w Polityce, Gazecie Wyborczej, magazynach podróżniczych oraz zagranicznych tytułach m.in: Stern, USA Today, Daily Telegraph, Suddeutsche Zeitung, PBS NewsHour, Global Post. Część moich prac dostępna jest na www.zdzarski.com.

Pochodzę z rodziny o tradycjach dziennikarskich i fotograficznych (Dziadek Wacław - fotograf, Ojciec Jan - dziennikarz) i nigdy nie myślałem o innym zawodzie.
Jestem jedynym korespondentem polskiej telewizji w całej Azji (nie jest powód do chwały, ale fakt świadczący o niskim zainteresowaniu Polski tą częścią świata). W moim blogu pragnę przybliżać fascynujące i stale zmieniające się oblicze Chin.
Będę dzielił się też swoimi refleksjami na temat zmieniającego się sposobu opisywania rzeczywistości przy pomocy nowoczesnych technologii.

Chiński upadek moralny

W ubiegłym tygodniu bohaterką chińskich mediów została kobieta z Szanghaju, która przyłapała na gorącym uczynku złodziejkę w metrze i zdarzenie zarejestrowała iPadem. W kraju, gdzie na ulicy panuje ogólne zobojętnienie, taki przejaw uczuć społecznych jest czymś niezwykle rzadkim [WIDEO]

W Chinach bogiem jest pieniądz. Każdy tylko myśli, jak zarobić. W wyścigu szczurów nie ma miejsca na ludzkie uczucia. Ludzie mijają się z obojętnymi minami. Nikt nikomu nie przytrzyma drzwi, każdy musi być pierwszy, wysunięte łokcie to podstawa przetrwania w ruchu ulicznym.
Dlatego odruch społeczny pani Wang z Szanghaju spotkał się z tak ogromną sympatią w Internecie. Nikt inny z tłumu pasażerów metra nie zareagował, a jej zachowanie wywołało setki tysięcy pozytywnych komentarzy.
Złodziejką okazała się uboga kobieta w siódmym miesiący ciąży, która bynajmniej nie wzbudziła współczucia internautów.



WIDEO

Gigantyczną falę dyskusji o znieczulicy i zaniku wartości wśród Chińczyków wywołało nagranie z kamery przemysłowej z małej uliczki w mieście Foshan w pażdzierniku ubiegłego roku. Samochód potrąca dwuletnią dziewczynkę i odjeżdża, potem rozjeżdża ją kolejny samochód i też ucieka z miejsca wypadku… przez 7 minut dogorywające w kałuży krwi dziecko mija 17 osób. Nikt nie pomaga, wszyscy odwracają wzrok. Do momentu aż półżywą dziewczynkę zauważa zbierająca makulaturę kobieta i udziela jej pomocy...
[UWAGA: wideo dla ludzi o mocnych nerwach]


Dziewczynka w wyniku doznanych obrażeń zmarła w szpitalu dwa dni później.
Tak, możliwe, że podobna sytuacja mogła się zdarzyć gdziekolwiek indziej na Świecie. Można tłumaczyć to zdarzenie tzw. syndromem widza, czy odwołać się do przypadku Kitty Genovese z 1964 roku w Nowym Jorku

Wątpię jednak, żeby na Zachodzie ktoś, który zignorował leżącą dziewczynkę powiedział potem w telewizji: "To nie było moje dziecko. Dlaczego miałbym się przejmować…". Lokalna telewizja dotarła też do pierwszego z kierowców, który potrącił dziewczynkę: "Gdyby umarła w wyniku wypadku, musiałbym zapłacić karę 20,000juanów (ok. 10,000PLN), natomiast, gdyby udało jej się przeżyć, musiałbym jej płacić setki tysięcy dożywotniej renty" - tłumaczył swoją obojętność.

W komentarzach przywoływany został również przypadek sprzed kilku lat z miasta Nanjing, gdy pewien dobry Samarytanin zauważył na ulicy kobietę, która uległa wypadkowi i zawiózł ją do szpitala. Gdy kobieta odzyskała przytomność, oskarżyła człowieka, który jej pomógł o to, że to on spowodował wypadek i zażądała od niego sporego odszkodowania. Sprawa trafiła do sądu, który skazał bogu ducha winnego obywatela. W uzasadnieniu sędzia powiedział, że nikt o zdrowych zmysłach, z własnej woli nie pomógł by przypadkowej ofierze wypadku…

Znajomi mieszkający w Chinach od wielu dekad, wspominają dawne czasy, gdy ludzie na ulicach byli dla siebie mili. Wynikało to z propagandowych akcji przeprowadzanych w czasach Mao, nawołujących obywateli, by pomagali innym.
Dzisiaj Chińczycy okazują ciepłe i ludzkie uczucia nieraz do przesady, ale tylko w kręgu swoich rodzin i bliskich. Przypadkowe osoby na ulicy - to są totalnie obcy, którym nie warto pomagać, ani okazywać żadnych uczuć.

Zanik wartości, zobojętnienie, upadek moralny - oto co walka o pieniądze robi z ludzi w Chinach, którzy jeszcze 30, 40 lat temu żyli w totalnej biedzie… Megaszybki rozwój gospodarczy i rozwarstwienie społeczne to powody spadku chińskiego morale.
Pokrzepiające są jednak lawinowe fale poparcia dla "dobrych Samarytaninów" w Internecie. Po takiej reakcji pozostaje nadzieja, że Chińczycy mają w sobie jeszcze resztki przyzwoitości i może w przyszłości w podobnych sytuacjach pójdą za przykładem Wang, albo ubogiej kobiety, która pochyliła się nad potrąconą dziewczynką.
Trwa ładowanie komentarzy...