Na narty pod Pekin [ZDJĘCIA]

janekzdzarski.natemat.pl
Wystarczy niecała godzina drogi z Pekinu, by móc poszaleć na naprawdę dobrze przygotowanych stokach. Jest to też świetne miejsce do obserwacji młodych przedstawicieli chińskiej klasy średniej. Jedyny minus to krótkie trasy i kolejki przy wyciągach.

W ośrodku Nanshan panują iście europejskie warunki, a świeże dostawy śniegu zapewaniają armatki. Na stokach - pokazy najnowszych kolekcji sprzętu i mody prezentowane przez młodych, zamożnych Chińczyków, bardzo chętnie adoptujących zachodnie tredny. O ile jeszcze kilka lat temu w tego typu przybytkach obkupieni w najdroższy sprzęt Chińczycy snobowali się wygrzewając się w słońcu, to teraz widać, że szczerze czerpią przyjemność z szusowania i naprawdę nieźle im to wychodzi.

Dzienny karnet kosztuje 240 juanów (ok. 120PLN) i wliczone jest w to wypożyczenie sprzętu (Elan) i stroju. Na miejscu nie ma Apfelstrudel i Glühwein, ale jest m.in niezła pizza, koreańskie potrawy z ryżu, no i oczywiście chuan'r - chińskie szaszłyki.
Fani snowboardu zachwalają tutejszy snowpark, na którym w styczniu odbywają się zawody Nanshan Open zaliczane do klasyfikacji międzynarodowej.
Nanshan to nie jedyne miejsce w okolicach stolicy, gdzie można oddać się białemu szaleństwu, ale z pewnością jest najpopularniejsze.
Z pewnością nie są to Alpy, najdłuższa trasa ma 600 metrów, ale i tak warto się tu wybrać, chociażby po to by odetchnąć od wycieńczającego 20-o milionowego Pekinu.
Trwa ładowanie komentarzy...